To ci zycie...
jestesmy juz w australii, a dokladnie w melbourne.
troche sie to wszystko szybko potoczylo... :)
po tongarino i gorze przeznaczenia pojechalismy do rotoru'y, by zaznac smaku smierdzacygo jaja i dziwnych kolorow. ale bylo zbyt turystico. wiec pojechalismy na polwysem coromandel gdzie chcielismy zrobic sobie troche wakacji i luzu. no i byly wakacje i luz. plaza, kompu kompu i te sprawy. a stamtad juz do auckland, ktore niczym nas nie zachwycilo. wellington, christchurch lepsze. :)
dzin wylotu to byla masakra czlowieka spiacego, albo raczej nie spiacego
pobudka o 4, bo podwozka na samolot o 5 byla. czekamy czekamy, a tu sie okazalo ze akuerat tego dnia zmiana czasu byla i wstalismy o 3 :) wrocilismy do sydney, gdzie bylismy o 12 miejscowego czasu, szybki look na gumtree a tam czlowiek ktory pisze - hej bobry, jade do melbourne, kto ze mna. no to dzwonimy ze chcemy i nastepnego dnia w droge. ale przedtem jeszcze tego dnia szybko zwiedzalismy sydney w miejscach, ktore pozostaly niezwiedzone przedtem do 24. rano pociag na obrzeza, koles pisze, ze sie spozni, podjezdza o 13 i ruszamy. ponad 800 km. pikus... dojechalismy po 24, my jeszcze z jet lagiem 3 godzinnym i lekko umieralismy :)
dzisiaj sobie pospalismy dlugo, leniwy poczatek dnia, zrobilismy najdrozsze pranie w moim zyciu i wyszlismy na miasto. iiiii
jest super, jest super. pewnie jeszcze 3 dni zostaniemy tu, chociaz musimy kogos przez couchsurfing znalezc, bo hostele tu najdrozsze... i lekko gowniane...
pozegnalismy naszych towarzyszy na dworcu w sydney, tak jak prawdziwe pozegnania powinny wygladac i teraz cieszymy sie nasza dwojkowa przygoda. na podsumowania przyjdzie jeszcze pora, ale tak swoja droga, poki czlowiek w biegu, poty (wymawiane puty :) glowa pusta - niech bedzie ze to goralskie przyslowie.
a teraz pora na znalezienie jakiejs kawiarenki i wypicie wieczornego cappucino - khra khra khra
sciski od pauliny - wy, ktorzy idziecie na smierc, porzuccie wszelka nadzieje, ze p. napisze jakas notke :D macie mnie, waszego donosiciela, gandalfa dobrej nowiny :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Perth Time
ło ile informacji na raz ;) jeszcze jakaś mapka z wyrysowaną trasą by się przydała ;)
OdpowiedzUsuńdzięki za kartkę!:)
wg mojej linijki albatros ma 21cm a nie 3m...
kiedy wysłaliście? bo na pieczątce nie ma daty.. a jestem ciekawe ile leciała z drugiego końca ziemi:)
mega dlugo. wyslalismy ok 12.03 :)
OdpowiedzUsuń...teraz już Miki nie będzie pił piwa w zdobytych miejscach, już to widzę, wchodzimy na połoninę i Miki mówi "ooo to dobra chwila, aby napić się cappucino" :))
OdpowiedzUsuńpoza tym jakże beznadziejnym żartem, chciałem napisać że fajno macie i też bym chciał być teraz w świecie!:) zapodajcie fotami!
zgubiłem drogę!
OdpowiedzUsuńfoto!
sciski od Natalki
I ja dostałem kartkę z wielkim wytatuowanym Maorysem! Tak długo szły to pewnie gołębiem pocztowym słaliście (ja Janiol też chciałem zapodać beznadziejnym żartem;p )
OdpowiedzUsuńDołączam się do żądań - dawać foty! Najlepiej takie, na których Mikrus brata się z ludnością tubylczą.
Kalin pisze...
OdpowiedzUsuńJa dostałem kartkę z wielkim białym ptakiem :D
i żaden żart nie przychodzi mi do głowy, nawet kiepski, więc muszą wystarczyć Janiola i Krecika ;p
pozdro!
PS: Dobrze Miki, że chociaż Tobie chce się pisać :]