From Poland
Aaa. Holland...
No, Poland
Oo, I don't think that I've met anybody from Poland yet.
Gdy oko ludzkie zobaczy detal nie pasujacy do reszty, mozg przeksztalca te ksztalty w obiekt, ktory z najwiekszym prawdopodobienstwem moglby zobaczyc w tym miejscu, w tym czasie. Gdy zobaczysz zebre na ulicy, najprawdopodobniej pomyslisz , ze to przejscie do pieszych.
My jestesmy taka zebra w Australii.
Holandrzy mowia nam, ze sa zmeczeni Francuzami, Francuzi, ze Niemcami, Niemcy, ze Niemcami. Staramy sie wiec robic doibra reklame. Pole do popisu jest duze, bo chocbym nie wiem jakbardzo bysmy mysleli w Polsce, ze cos znaczymy, swiat o nas nie wie absolutnie nic. Nie chce winic swiata.
Nasza najnowsza krucjata o slowo polskie rozpoczela sie w Melbourne, gdzie trafilismy do hostelu z fajnymi ludzmi, w tym z szalonym Japonczykiem, ktory ograbil nas w pokera i Szwedem, ktory byl poprostu ciekawy wszystkiego, wiec wytlumaczylem mu zawilosci literki l (heh, nie moge zrobic tegto na tej klawiaturze, ale chodzi o literke w slowie Mikolaj :)
Melbourne to miasto wielkich wydarzen, F1, Australian Open, Festiwal Komediowy. Dostosowalismy sie do tej atmosfery i z wielkim hukiem kupilismy vouchery na nasze pierwsze zorganizowane wycieczki - Ocean Road do Adelaidy, potem na pociag The Ghan do Alice Springs, gdzie trzy dni wycieczki Red Center z Uluru, Kata Tjute i Kings Canyon, by znowu The Ghanem do Darwin na polnocy.
Roznic miedzy takim podrozowaniem, a organizowaniem sobie cvzasu samemu jest kilka - pospiech to pierwsze co rzuca sie w oczy, sa wizyty w miejscach, w ktorych niechcialoby sie byc i w miejscach, o ktorych samemu by sie nigdy nie uslyszalo. Jest tez duzo pytan i interesujacych odpowiedzi. Bez zmiany pozostaje siedzenie w samochodzie i widok Paulina obok spiacej, ktorej zdolnosci adaptacyjne w relacji miejsce - turbulencje - pora dnia - niesamowitosc krajobrazu na zewnatrz zadziwiaja juz chyba ja sama.
Great Ocean Road to droga wybudowana przez weteranow wojennych, z ktorymi bla bla bla....
..., a widoczki sa calkiem spoczko. Szczegolnie apostolowie i london brigde, ktory upadl. ale ma dobra historie. Historie to w ogole mocna czesc zorganizowanych wypraw. Nie tylko przewodnicy opowiadaja. Naszym bardem wycieczki nr1 byl Brytyjczyk z oksfordzim akcentem brzmiacy jakl aktor Jude Law. Coz studiowal nasz Richard? Ano piwo wino wodke. ZOstal somelierem, ktore to slowo pewnie pisze sie inaczej. Opowiadal mnostwo historii z tym zwiazanych, do ktorych to my pilismy taniacza Guna, $10 za 4l wina, ktory to Gun jest tu kultowy, jedyny alkohol, ktorym mozna sie napic i niezbankrutowac, co zaskutkowalo powstaniem czasownika, ktory dobrze wiecie co oznacza. Proponowalismy Guna Richardowi ale szlachetnie odmowil...
Mielismy tez 2 Crazy German, nauczycielke, Johana, ktory odnowil zasoby muzyczne i stal sie przyjacielem i wielu innych - a co czlowiek, to historia.
Widzielismy duzo zwierzatek - trzymanie weza to zdecydowanie highlight. Bylismy w Grampionach, czyli gorach ktore niektorym imponuja, a innym zwisaja. Mi posrodku.
O Adelaidzie nikt nigdy nie napisal nic ciekawego i nie zamierzam byc pierwszym. Tam zlapalismy pociag do Uluru, ktory to pociag jest polaczeniem pociagu, samolotu i okretu. W pociagu spotkalismy Polakow, z ktorymi wypilismy wode i zjedlismy ciasteczka i byla bardzo milo, ale nie byli to backpackersi tylko juz dojrzali ludzie - nie gowniarze jak my, wiec czekamy jeszcze na takich :)
Po strzale mineralna obudzilismy sie w srodku Australii.
A to juz historie na nowa notke, mimo ze macie tu tyyyyle zdjec z tego miejsca. Ja mam niestety troche wiecej do opowiedzenia, wiec rozbije to na nastepna notke.
A takich dziwnych zwierzatek spotkalismy mnostwo. Znaczy sie nie tylko ten gatunek. To jest akurat Thorny Devil, ktory wchlania wode przez skore. Ale jakie tam zyja dziwne zwierzta. Masakra... :)
Perth Time
nicht! ale fajne to wszystko! Kangurek ma też moje serce, w ogóle wszystko ma moje serce. pięknie tam macie! mam już milion siedemset pytań i nie mogę się doczekać jak już wrócicie :D
OdpowiedzUsuńwow
OdpowiedzUsuńłoł
zapakuj takiego Devila do plecaka plisss...
fajne fotki. rodzi się nam artysta!
a ostatnie zdjęcie jak z 1978 roku w tej sepii
zdjęcie z motylami zdecydowanie naj, fajno jakby była jakaś naklejka na tych rurach z napisem australia czy cuś, no ale nie narzekając, bardzo mi się podoba :) a kangur wygląda na zabiedzonego, takie zwierzaki łatwo zdobywają ludzkie serduszka...
OdpowiedzUsuńw ogóle jestem rad Miki, że mamy takie same bluzy, to wiele znaczy dla nas i dla image'u ESP :)
a z polskich ciekawostek to dziś Daewoo ma urodziny i jak co roku rzecz się dzieje w alibi ale jest i nowość, w tym roku mnie nie ma... nie jest to z mej woli ani przypadkiem, tylko z przyczyn obiektywnych, niezależnych i mam nadzieje że się dobrze bawią :)