Ten początkowy akapit być może nie wygląda, ale jednak ma coś wspólnego z szalonymi przygodami Pauliny i Mikołaja w wieczyście oblepionym słońcem Perth. Otóż widzieliśmy królika. I to chyba tego samego. W ramach dorabiania byliśmy parę razy (angielska dygresja: couple of times... W AU gdy ktoś prosi o couple of beers to chodzi mu o dwa piwa = ergo byliśmy dwa razy na winobraniu. A wydawałoby się, że więcej) na winobraniu, pierwszy to pojechaliśmy 2 godziny na północ od Perth i ciężko, wręcz niewolniczo pracowaliśmy przez 12 godzin w pełnym słońcu, pochyleni jak garb nad samym sobą, i za taka samą niewolniczą pensje. Ale pieniądz nie śmierdzi więc spoko. Z drugiego wypadu, bardziej sielskiego, mam zdjęcia! To właśnie tam zobaczyliśmy królika, co się pałętał między nogami.
Dla znawców - zbieraliśmy rieslingi, chardonney, semillion.
Kupiłem maske wenecka, mamy spodnie do chodzenia po górach, właśnie dostaliśmy paczkę z Polski z arafatką i zalaminowany bilet z autografami członków zespołu Archive. Nigdy nie wiesz co się przyda w drodze... :)
Zdjęcia:

Perth Time