
2 puszki tuńczyka, jeden moczony w czymś tam, drugi w czymś innym,
Ogórki piklowane, piklowane papryczką chilli,
Kukurydza zmiksowana, zmiażdżona, zmielona,
Jaja, dwa - jeszcze ciepłe, polane chłodną wodą,
Ryż - 1 kubek, ciepły. Ryż ciepły, nie kubek.
All right!
Dawno nie pisaliśmy, a Paulina jeszcze dawniej :) Ale ona mówi, że jej zadaniem jest pranie, a moim pisanie, więc skoro już mamy się dzielić to mi taki podział odpowiada. :)
Przed nami ostatni tydzień nauki! Zmiana kursu z IELTS na Business okazała się strzałem w piętnachę, kurs jest fajny, uczymy się nie tylko angielskiego, ale też na przykład jak szefować, co przecież zawsze może się przydać. W przyszłości.
Póki co (<-rusycyzm) uczymy się pokory wobec życia i pracy i ciężko zarabianych pieniędzy. Mamy już wstępny plan - jak tylko zaczną nam się wakację to chcemy jak najwięcej zarobić, więc być może zdecydujemy się i być może znajdziemy pracę na zbiorach owoców (jakichkolwiek), i będziemy tam pracować po 60 godzin tygodniowo. Przeszkodą jest lenistwo. Nie chce mi się cały dzień stać w 40 stopniach. A, bo jakbym jeszcze wam nie mówił, to mam taki nowy mały psikuśny żarcik: Hej Wy, Polacy, siedzicie w domu, bo jest zimno? My też siedzimy w domu, ale bo jest ciepło. Grzechu wam powie, ile kiedyś tu było stopni. W nocy.
Ok atmosfera się rozluźniła, mogę przejść do wakacji i zwiedzania, które przecież kiedyś w końcu nadejdzie :) Lecimy do Auckland, potem od razu do Christchurch na południową wyspę, tam albo wypożyczamy samochód i kupujemy sprzęt camperski, albo kupujemy samochód ze sprzętem camperskim. Jedziemy jeszcze dalej na południe śpiąc to u kogoś, to pod namiotem, chodzimy po ichnich Parkach Narodowych, wgłębiamy się we fiordy, wybieramy tatuaż robiony przez prawdziwego Maura, szukamy kiwi, fok, foczek, fokewulfów, albatrosów, delfinów, ptaków bez nazw i ludzi z piwem. Lub winem.
i tam zwiedzając południową wyspę przenosimy się na wyspę północną, gdzie wjedżamy do jaskini pełnej glow worms (poszukajcie w internecie), zwiedzamy gejzery, pijemy gejzery, no i podziwiamy inne cuda przyrody, w tym niestołeczne miasto Auckland.
Tak mija nam miesiąc, szybko i bezboleśnie, patrzymy do portfela i mówimy - Australiaaaaa.
Zaczynamy w Sydney, gdzie po zwiedzeniu, bierzemy za darmo samochód z wypożyczalni za darmo, w ramach relokacji, i grzejemy do Adelaidy, przez Melbourne. W tejże Adelaidzie wsiadamy do pociągu który zawiezie nas przez caaaaaaaała Australię na północ, aż do Darwin, z przystankiem parodniowym w Alice Springs by zwiedzi serce Ozilandu, groźną i mityczną skałę Uluru.
Gdy wreszcie wylądujemy w Darwin zacznie się prawdziwa przygoda, bo chcąc się dostać do Perth, nie mamy jednocześnie jednoznacznego planu jak to zrobić. Musimy przejechać więcej niż dystans Europy, przez pustkowia księżycowe, zobaczyć cuda, o których Mickiewiczowi się nie śniło, o jakie tam są cuda w tej Australii Zachodniej, ach bach. Bo niby teraz jesteśmy z P. w Australii Zachodzniej, ale tak naprawdę to jesteśmy w Perth, czyli gdziekolwiek :) Nie będę pisał co chcemy zobaczyć, bo na razie nie jest to zbyt pewne, ale mogę obiecać - jak nam się uda, będziemy hardcorami z wywieszonymi jęzorami. może uda się zrobić zdjęcie z rekinem wielorybim...
No, a potem ja już wrócimy do Perth to albo zwiedzimy południowe rejony WA (drzewa olbrzymy, winiarnie), albo lecimy do Tajlandii by zaznać masażu boskich bosonogich Tajek. A potem to już chyba wrócimy, ale wrócimy przez Londyn, czyli przez Europę.
No, ale wszystko zależy od budżetu. A co u nas słychać?
We wtorek, 26, był Australia Day, wielki patriotyczny manifest Australijczyków, przygotowany na modłę amerykańską, wg mnie. Wszędzie flagi i gadżety, klapki i kąpielówki, wszystko w narodowych barwach, a zapytać, kogokolwiek, dlaczego 26 stycznia, to nie wiedzą...
Za Wikipedią: Australia Day (dosłownie - "Dzień Australii"), znany także jako Anniversary Day i Foundation Day święto państwowe Australii obchodzone 26 stycznia upamiętniające założenie przez kapitana Arthur Phillip (późniejszego Gubernatora Australii) pierwszej stałej osady w Australii - kolonii karnej przy Port Jackson (dzisiejsze Sydney).
Ale ale, podobało nam się, cała populacja (może cała nie, ale podobno 130 tys ludzi) zebrała się dookoła rzeki Swan w samym centrum miasta. I pisząc dookoła rzeki mam rację, gdyż tak to akurat tu wygląda :) Są mosty, skutery i jachty, zresztą, sami wiecie. No i z tego centrum rzeki od 20 do 20.30 wystrzeliwały w pytkę dobre fajerwerki. Tak się tworzy współcześnie patriotyzm! Nie żartuję, jestem za tym w Polsce.
A jeszcze w ten weekend pracowałem na meczach krykieta i mam z tym wydarzeniem powiązana pewną refleksję, którą chciałem się podzielić.
Otóż kto o zdrowych zmysłach ogląda mecz, który trwa z 8 godzin.
A ponadto, Australijczycy to silne chłopy i baby. Serwowałem alkohole VIP'om, przez 10 godzin, i oni przez 10 godzin pili. W 39 stopniowym upale. I trzeźwi nie byli, ale też stali o własnych siłach. Moc.
Co jeszcze ciekawego... Mamy teraz w tej grupie 12 Koreańczyków i 2 Brazylijczyków. I Koreańczycy to fajnie ludzie muszę przyznać. Dużo śmiechu jest, znam już największe przekleństwo koreansko-japońskie, nie wiem jak to działa i co to znaczy, ale zawsze jak powiem SZIPA (z przedłużanym a) robi to ogromne wrażenie :)
Nadal oglądamy niepoprawne ilości filmów, ale jak ma się taki wybór... I Paulina miała też taka promocję. Mieliśmy dużo ChupaChupsów, wymawianych tutaj czupczup, popcornu, przeterminowanych baterii (!!!).
A, i ja mam taką nową świecką tradycję, że co poniedziałek idę przed szkoła na dwie godzinki do Quentina, francuskiego przyjaciela, i gramy sobie w PESa, dla niewtajemniczonych - w piłkę nożną na komputerze. Moja cotygodniowa dawka sportu :) Najlepiej mi idzie Niemcami...
Jak mi się przypomni co jeszcze u nas było, jest, będzie, to napiszę. Niech się święci, piszcie co u Was :)
Perth Time
u nas troche cieplej już. nie -15 a -9 :D rodzice pojechali na biegówki, tym razem Słowacja i po 20(lub 25) kilosow. dali rade możecie im pogratulować.
OdpowiedzUsuń na zawszea ja się uczę. dużo sie uczę. wrrrr
ale za dwa tygodnie na narty. uffff! nie moge się doczekać!
Birma cały czas chrapie ale jak tylko podchodze z dyktafonem to przestaje i nie moge tego nagrać dla Was.
anooo i ulepiłam bawłana, takiego wielgachneeego i Birma się go boi i szczeka na niego cały czas :D
no i cóż... tęsknie już za Wami trochę. ehh tak tu smutno bez Was.
sciskam Was mocnooo
nie chowajcie sie na skype'ie oooo!
podobno było 30 st C w nocy.
OdpowiedzUsuń na zawszelepsze są krótkie notki a częstsze;) bo sprawdzam prawie codziennie co tam u Was.
napiszcie jakieś daty;) chociaż mniej wiecej kiedy gdzie lecicie i takie tam.
u nas tak jak Majka napisała - cały czas poniżej zeeera... troche kicha.
oglądałem mecze piłki ręcznej (chyba pierwszyraz w życiue) i nawet trochę się emocjonowałem, nieźle nie?:D
A Kubica ma już R30 - ładna pszczółka i kolege ruska. Lepszy rusek niż niemiec:D
A wiecie gdzie będę w sobotę wieczorem?:)
pozdrawiam!
To musiało być strasznie długie pranie bo się rozpisałeś tak że P.zdążyła chyba jeszcze wymaglować!Bardzo się cieszę z waszych planów,jak wam wszystko wypali to szykuje się Wam mega przygoda.PS.Po między Hamilton a Rotorua na wyspie PŁ jest miasteczko Matamata. Już dla samej nazwy warto by tam zajrzeć ale jest też coś ekstra nieopodal co przyciąga miłośników Tolkiena.Miasteczko Hobbitów z filmu Jacksona. sciskam WAS mocno .hop
OdpowiedzUsuń na zawszePaulina napisz coś ! Niech raz Mikołaj zrobi pranie. Przepis na sałatkę wygląda smakowicie - czy na końcu zalewamy jakimś sosem ? żeby sucha nie była. No jestem ciekawa tej Wasze przygody ! Świecące robaki , foczki i masaż tajski ! trzymamy kciuki. całuski ogromne - juz bardzo za Wami tęsknimy !
OdpowiedzUsuń na zawszeHey Dyftongi!:)
OdpowiedzUsuń na zawszeKontakt z Wami ostatnio lepszy niż kiedykolwiek więc, zamiast powtarzać co u mnie napisze o swoich wrażeniach dotyczących tego posta... jaaaa teyyyyyy... jak piszecie o pracy, cieple i trudach życia to mogę czytać spokojnie i nic złego mi się nie dzieje, ale jak piszecie o przygodach, ba! nawet o planach przygód, to aż mnie gziii! w sensie, że chciałoby się razem podróżować :)
...nie wiedziałem, że Gri jest taki znawca Australii, btw gdzie będziesz w tą sobotę?:)
Co do dat to wstępnie wygląda to tak:
OdpowiedzUsuń na zawsze5 luty kończymy zajęcia,
5 marzec wylot z sydney do auckland
6 przelot to christchurch
2-3 tyg na poludniowej wyspie
reszta - na wyspie polnocnej
4 kwietnia powrót do Sydney
ok 10 dni podróż do Adelaidy
15,16,17, Okolice Alice Springs
18.04 - Darwin
ok 18.05 - powrót do Perth
tu na pewno trzeba będzie odsapnąć i nabrać sił jako, że to troszeczkę nasz dom teraz.
ok 23.05 wylot do Azji
wersja krótka 2 tyg czyli 7.06 do Lodynu
wersja długa, preferowana przeze mnie :) - powrót jakoś przez Mongolię, Chiny i Rosję.
Z Londynu stopem do Poznania.
Opener - początek lipca
Wakacje
Koniec wakacji
Życie.
A w sobote bede w perth, wolny i wesoly, przynajmniej do wieczoru :) Ale to pewnie bylo do grzecha :)
Jak czytam o rwaniu owoców w takiej temperaturze to tylko jedno mi przychodzi do głowy - Czarny niewolnik ;D (http://eziush.wrzuta.pl/audio/9oI5y1ybhgU/16_-_czarny_niewolnik)
OdpowiedzUsuń na zawszeNo ale dla tej przygody i podróży to i ja dałbym się biczować trzciną po skórze ;)
Uważajcie w Tajlandii żeby to na pewno były Tajki!
Trzymajcie się i przymuś jakoś Paulinę do krótkiej notki :)
no ja wam zazdroszczę tych przygód :) A Grzechu będzie we Wrocławiu, na Archive znowóż- temu też zazdroszczę... no i nie wiem jak inni, ale ja tam czuję już wiosnę- słońca mamy więcej a i dni są dłuższe... :)pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszeWspaniale plany, bardzo sie ciesze i myslami bede podrozowac z wami :-)) NZ to musi byc przewspanialy kraj! A w Sydney idzcie koniecznie na koncert do Opery! I sprawdzcie, czy przykleili juz plytki do elewacji (opery) i czy przypadkiem nie spadaja jeszcze na glowe... :-(
OdpowiedzUsuń na zawszeA moze byscie przylecieli nie do Londynu, ale do Mediolanu????????? Ale by bylo fajnie!!!
Sciskam Was mocno i mam nadzieje, ze kiedys zabierzesz sie za to pranie......
H.