niedziela, 31 stycznia 2010

Przepis na sałatkę z tuńczykiem australijskim



















2 puszki tuńczyka, jeden moczony w czymś tam, drugi w czymś innym,
Ogórki piklowane, piklowane papryczką chilli,
Kukurydza zmiksowana, zmiażdżona, zmielona,
Jaja, dwa - jeszcze ciepłe, polane chłodną wodą,
Ryż - 1 kubek, ciepły. Ryż ciepły, nie kubek.

All right!
Dawno nie pisaliśmy, a Paulina jeszcze dawniej :) Ale ona mówi, że jej zadaniem jest pranie, a moim pisanie, więc skoro już mamy się dzielić to mi taki podział odpowiada. :)

Przed nami ostatni tydzień nauki! Zmiana kursu z IELTS na Business okazała się strzałem w piętnachę, kurs jest fajny, uczymy się nie tylko angielskiego, ale też na przykład jak szefować, co przecież zawsze może się przydać. W przyszłości.

Póki co (<-rusycyzm) uczymy się pokory wobec życia i pracy i ciężko zarabianych pieniędzy. Mamy już wstępny plan - jak tylko zaczną nam się wakację to chcemy jak najwięcej zarobić, więc być może zdecydujemy się i być może znajdziemy pracę na zbiorach owoców (jakichkolwiek), i będziemy tam pracować po 60 godzin tygodniowo. Przeszkodą jest lenistwo. Nie chce mi się cały dzień stać w 40 stopniach. A, bo jakbym jeszcze wam nie mówił, to mam taki nowy mały psikuśny żarcik: Hej Wy, Polacy, siedzicie w domu, bo jest zimno? My też siedzimy w domu, ale bo jest ciepło. Grzechu wam powie, ile kiedyś tu było stopni. W nocy.

Ok atmosfera się rozluźniła, mogę przejść do wakacji i zwiedzania, które przecież kiedyś w końcu nadejdzie :) Lecimy do Auckland, potem od razu do Christchurch na południową wyspę, tam albo wypożyczamy samochód i kupujemy sprzęt camperski, albo kupujemy samochód ze sprzętem camperskim. Jedziemy jeszcze dalej na południe śpiąc to u kogoś, to pod namiotem, chodzimy po ichnich Parkach Narodowych, wgłębiamy się we fiordy, wybieramy tatuaż robiony przez prawdziwego Maura, szukamy kiwi, fok, foczek, fokewulfów, albatrosów, delfinów, ptaków bez nazw i ludzi z piwem. Lub winem.

i tam zwiedzając południową wyspę przenosimy się na wyspę północną, gdzie wjedżamy do jaskini pełnej glow worms (poszukajcie w internecie), zwiedzamy gejzery, pijemy gejzery, no i podziwiamy inne cuda przyrody, w tym niestołeczne miasto Auckland.

Tak mija nam miesiąc, szybko i bezboleśnie, patrzymy do portfela i mówimy - Australiaaaaa.

Zaczynamy w Sydney, gdzie po zwiedzeniu, bierzemy za darmo samochód z wypożyczalni za darmo, w ramach relokacji, i grzejemy do Adelaidy, przez Melbourne. W tejże Adelaidzie wsiadamy do pociągu który zawiezie nas przez caaaaaaaała Australię na północ, aż do Darwin, z przystankiem parodniowym w Alice Springs by zwiedzi serce Ozilandu, groźną i mityczną skałę Uluru.

Gdy wreszcie wylądujemy w Darwin zacznie się prawdziwa przygoda, bo chcąc się dostać do Perth, nie mamy jednocześnie jednoznacznego planu jak to zrobić. Musimy przejechać więcej niż dystans Europy, przez pustkowia księżycowe, zobaczyć cuda, o których Mickiewiczowi się nie śniło, o jakie tam są cuda w tej Australii Zachodniej, ach bach. Bo niby teraz jesteśmy z P. w Australii Zachodzniej, ale tak naprawdę to jesteśmy w Perth, czyli gdziekolwiek :) Nie będę pisał co chcemy zobaczyć, bo na razie nie jest to zbyt pewne, ale mogę obiecać - jak nam się uda, będziemy hardcorami z wywieszonymi jęzorami. może uda się zrobić zdjęcie z rekinem wielorybim...

No, a potem ja już wrócimy do Perth to albo zwiedzimy południowe rejony WA (drzewa olbrzymy, winiarnie), albo lecimy do Tajlandii by zaznać masażu boskich bosonogich Tajek. A potem to już chyba wrócimy, ale wrócimy przez Londyn, czyli przez Europę.

No, ale wszystko zależy od budżetu. A co u nas słychać?
We wtorek, 26, był Australia Day, wielki patriotyczny manifest Australijczyków, przygotowany na modłę amerykańską, wg mnie. Wszędzie flagi i gadżety, klapki i kąpielówki, wszystko w narodowych barwach, a zapytać, kogokolwiek, dlaczego 26 stycznia, to nie wiedzą...
Za Wikipedią: Australia Day (dosłownie - "Dzień Australii"), znany także jako Anniversary Day i Foundation Day święto państwowe Australii obchodzone 26 stycznia upamiętniające założenie przez kapitana Arthur Phillip (późniejszego Gubernatora Australii) pierwszej stałej osady w Australii - kolonii karnej przy Port Jackson (dzisiejsze Sydney).

Ale ale, podobało nam się, cała populacja (może cała nie, ale podobno 130 tys ludzi) zebrała się dookoła rzeki Swan w samym centrum miasta. I pisząc dookoła rzeki mam rację, gdyż tak to akurat tu wygląda :) Są mosty, skutery i jachty, zresztą, sami wiecie. No i z tego centrum rzeki od 20 do 20.30 wystrzeliwały w pytkę dobre fajerwerki. Tak się tworzy współcześnie patriotyzm! Nie żartuję, jestem za tym w Polsce.

A jeszcze w ten weekend pracowałem na meczach krykieta i mam z tym wydarzeniem powiązana pewną refleksję, którą chciałem się podzielić.
Otóż kto o zdrowych zmysłach ogląda mecz, który trwa z 8 godzin.
A ponadto, Australijczycy to silne chłopy i baby. Serwowałem alkohole VIP'om, przez 10 godzin, i oni przez 10 godzin pili. W 39 stopniowym upale. I trzeźwi nie byli, ale też stali o własnych siłach. Moc.

Co jeszcze ciekawego... Mamy teraz w tej grupie 12 Koreańczyków i 2 Brazylijczyków. I Koreańczycy to fajnie ludzie muszę przyznać. Dużo śmiechu jest, znam już największe przekleństwo koreansko-japońskie, nie wiem jak to działa i co to znaczy, ale zawsze jak powiem SZIPA (z przedłużanym a) robi to ogromne wrażenie :)

Nadal oglądamy niepoprawne ilości filmów, ale jak ma się taki wybór... I Paulina miała też taka promocję. Mieliśmy dużo ChupaChupsów, wymawianych tutaj czupczup, popcornu, przeterminowanych baterii (!!!).
A, i ja mam taką nową świecką tradycję, że co poniedziałek idę przed szkoła na dwie godzinki do Quentina, francuskiego przyjaciela, i gramy sobie w PESa, dla niewtajemniczonych - w piłkę nożną na komputerze. Moja cotygodniowa dawka sportu :) Najlepiej mi idzie Niemcami...

Jak mi się przypomni co jeszcze u nas było, jest, będzie, to napiszę. Niech się święci, piszcie co u Was :)

9 komentarze:

  1. u nas troche cieplej już. nie -15 a -9 :D rodzice pojechali na biegówki, tym razem Słowacja i po 20(lub 25) kilosow. dali rade możecie im pogratulować.
    a ja się uczę. dużo sie uczę. wrrrr
    ale za dwa tygodnie na narty. uffff! nie moge się doczekać!

    Birma cały czas chrapie ale jak tylko podchodze z dyktafonem to przestaje i nie moge tego nagrać dla Was.
    anooo i ulepiłam bawłana, takiego wielgachneeego i Birma się go boi i szczeka na niego cały czas :D

    no i cóż... tęsknie już za Wami trochę. ehh tak tu smutno bez Was.

    sciskam Was mocnooo
    nie chowajcie sie na skype'ie oooo!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. podobno było 30 st C w nocy.

    lepsze są krótkie notki a częstsze;) bo sprawdzam prawie codziennie co tam u Was.

    napiszcie jakieś daty;) chociaż mniej wiecej kiedy gdzie lecicie i takie tam.

    u nas tak jak Majka napisała - cały czas poniżej zeeera... troche kicha.

    oglądałem mecze piłki ręcznej (chyba pierwszyraz w życiue) i nawet trochę się emocjonowałem, nieźle nie?:D
    A Kubica ma już R30 - ładna pszczółka i kolege ruska. Lepszy rusek niż niemiec:D

    A wiecie gdzie będę w sobotę wieczorem?:)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. To musiało być strasznie długie pranie bo się rozpisałeś tak że P.zdążyła chyba jeszcze wymaglować!Bardzo się cieszę z waszych planów,jak wam wszystko wypali to szykuje się Wam mega przygoda.PS.Po między Hamilton a Rotorua na wyspie PŁ jest miasteczko Matamata. Już dla samej nazwy warto by tam zajrzeć ale jest też coś ekstra nieopodal co przyciąga miłośników Tolkiena.Miasteczko Hobbitów z filmu Jacksona. sciskam WAS mocno .hop

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Paulina napisz coś ! Niech raz Mikołaj zrobi pranie. Przepis na sałatkę wygląda smakowicie - czy na końcu zalewamy jakimś sosem ? żeby sucha nie była. No jestem ciekawa tej Wasze przygody ! Świecące robaki , foczki i masaż tajski ! trzymamy kciuki. całuski ogromne - juz bardzo za Wami tęsknimy !

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Hey Dyftongi!:)

    Kontakt z Wami ostatnio lepszy niż kiedykolwiek więc, zamiast powtarzać co u mnie napisze o swoich wrażeniach dotyczących tego posta... jaaaa teyyyyyy... jak piszecie o pracy, cieple i trudach życia to mogę czytać spokojnie i nic złego mi się nie dzieje, ale jak piszecie o przygodach, ba! nawet o planach przygód, to aż mnie gziii! w sensie, że chciałoby się razem podróżować :)

    ...nie wiedziałem, że Gri jest taki znawca Australii, btw gdzie będziesz w tą sobotę?:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Co do dat to wstępnie wygląda to tak:
    5 luty kończymy zajęcia,
    5 marzec wylot z sydney do auckland
    6 przelot to christchurch
    2-3 tyg na poludniowej wyspie
    reszta - na wyspie polnocnej
    4 kwietnia powrót do Sydney
    ok 10 dni podróż do Adelaidy
    15,16,17, Okolice Alice Springs
    18.04 - Darwin
    ok 18.05 - powrót do Perth
    tu na pewno trzeba będzie odsapnąć i nabrać sił jako, że to troszeczkę nasz dom teraz.
    ok 23.05 wylot do Azji
    wersja krótka 2 tyg czyli 7.06 do Lodynu
    wersja długa, preferowana przeze mnie :) - powrót jakoś przez Mongolię, Chiny i Rosję.
    Z Londynu stopem do Poznania.
    Opener - początek lipca
    Wakacje
    Koniec wakacji
    Życie.


    A w sobote bede w perth, wolny i wesoly, przynajmniej do wieczoru :) Ale to pewnie bylo do grzecha :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Jak czytam o rwaniu owoców w takiej temperaturze to tylko jedno mi przychodzi do głowy - Czarny niewolnik ;D (http://eziush.wrzuta.pl/audio/9oI5y1ybhgU/16_-_czarny_niewolnik)
    No ale dla tej przygody i podróży to i ja dałbym się biczować trzciną po skórze ;)
    Uważajcie w Tajlandii żeby to na pewno były Tajki!
    Trzymajcie się i przymuś jakoś Paulinę do krótkiej notki :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. no ja wam zazdroszczę tych przygód :) A Grzechu będzie we Wrocławiu, na Archive znowóż- temu też zazdroszczę... no i nie wiem jak inni, ale ja tam czuję już wiosnę- słońca mamy więcej a i dni są dłuższe... :)pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Wspaniale plany, bardzo sie ciesze i myslami bede podrozowac z wami :-)) NZ to musi byc przewspanialy kraj! A w Sydney idzcie koniecznie na koncert do Opery! I sprawdzcie, czy przykleili juz plytki do elewacji (opery) i czy przypadkiem nie spadaja jeszcze na glowe... :-(
    A moze byscie przylecieli nie do Londynu, ale do Mediolanu????????? Ale by bylo fajnie!!!
    Sciskam Was mocno i mam nadzieje, ze kiedys zabierzesz sie za to pranie......
    H.

    OdpowiedzUsuń na zawsze