poniedziałek, 30 listopada 2009

to już było

Karol S. ma wciąż ochote na kawały! Kontynuując, teraz powiem kawał z kategorii disgusting :)

A, jak zauważycie jakiś błąd angielski, to mówcie, piszcie, będę poprawiał, nie chce propagować zła! Piszę z pamięci :)

A woman in her late 30ies enters tatoo saloon, waits for her turn, and after 10 min tatoo artist invites her to sit.

-what'd'like? - he asks her

-could you make an inscription "Thanksgiving" on my right thigh, please?

-yes of course - he replies suprised

30 min pass, he's just about to finish his work, when woman asks him to make another inscription, and now she wants "Christmas" on her left thigh. Tatoo artist is more then surprised but he continous doing his work.

After next half an hour, he says - ok, i finished, but listen, i saw many things, but these incriptions are really strange. why you wanted to have such tatoos?

-aahh, it's all because of my husband, i just can't stand him complaining that there is nothing good to eat between thanksgiving and christmas.

ależ ludu się odezwało! :) dziekujemy wszystkim, z martynik, szwajcariów i innych suwalskich włości i ich poznańskich przystawek.

Co do godzin angielskiego to wiemy już, że chodziło o godziny, ale takie, które mają 45 min. Plus czas, który możemy poświęcić na samodokształcanie się po lekcjach na zajęciach dodatkowych. No bo przecież dlatego są dodatkowe, bo za nie zapłaciliśmy!Poza tym koreańczycy są bardzo fajni, ale naprawdę trudno ich zrozumieć.

A niedawno ni z gruchy ni z pietruchy zgubiliśmy rurę wydechową i teraz buczymy na ulicach. Mrs. E powiedziała, że zapłaci za naprawę, bo i tak miała naprawić tę rurę. Hmm, czy wyczuwam zbyt wielką dobroć by serce to ogarnęło?


piątek, 20 listopada 2009

Gdzie kończy się przygoda, a zaczyna życie

Dobrym zwyczajem Karola S., rozpocznę od kawału:
-You know what, I just started a seafood diet!
-So you can eat only products from a sea?
-No, it means, that when I see food I eat it.

/brawa/

Wczoraj miałem pierwszy dzień wolny od pracy od tygodnia. Oczywiście skończyło się na barbeque, a potem w pubie i wydałem tyle kasy, że dziś też powinienem być w pracy. Ale nie będę, skończyły nam się 2 tyg wakacje i teraz możemy pracować po 20 h tygodniowo, co jest w sumie idealnie by się utrzymać, ale zaczynam się denerwować, z jakich funduszy będziemy podróżować.

Rozpoczęliśmy też drugi kurs, w innej szkole i jesteśmy przerażeni. Po pierwsze musimy teraz godzinę dojeżdżać do szkoły, lekcje przedpołudniowe mamy z nauczycielką, która jest nudna jak kindersztuba, wszystko jest prowadzone dokładnie pod egzamin IELTS, czyli znowu omawiam tematy takie jak zdrowa dieta, czy wolałbyś mieszkać na wsi czy w mieście lub opisuje diagramy. Nauczycielka ostentacyjnie nie śmieje się z moich żartów :) to już powód by jej nie lubić. Gdy ktoś nie ma wymaganej ilości godzin i grozi mu deportacja to jego nazwisko zamieszczane jest na czerwono na wielkiej tablicy w jadalni (WTF!). No i, żebym nie zapomniał, zapłaciliśmy za 35 h tygodniowo, a mamy 21. Sprawa w toku, zastanawiam się, czy nie wynająć jakiegoś dobrego prawnika do tego casusu, bo mogę mieć problemy z wygraniem sprawy :) Trwa zbieranie twardych dowodów.

Dookoła nas świąteczne stroiki, trochę absurdalne, jakby ktoś zapomniał je zdjąć po poprzednich świętach. I pełno drzew w kolorze fiiiooooooletowym. Mamy też deskę do bodyboardingu, już wstępnie obcykaną, czekamy tylko na większe fale i większą przygodę. Znaleźliśmy też okazyjnie tanie bilety do Nowej Zelandii z Sydney i wstępnie zarezerwowaliśmy na 5 marzec z powrotem 6 kwietnia. Wczesna jesień z kiwi? Dlaczego by nie.

Niech się tylko z tą szkołą ułoży...

A co u Was, zaczynamy bardzo tęsknić :)

sobota, 7 listopada 2009

A propos

A propos tego, że jestem biały na brzuchu, brzuch mój nie jest typem brzucha australijskiego.
Co więcej, moja klatka piersiowa, tudzież ramiona i kark; wszystko to nie jest typem australijskim, a już na pewno nie podtypem plażowym. Typ, a raczej podtyp plażowy charakteryzuję się bowiem znaczną ilością tkanki mięśniowej przy nikłej obecności tłuszczu, dobrze wyprofilowanym kształtem i sprężystością. Górale mówili mi, że nie ma tu fizjoterapeutów, bo i tak wszystko widać "jak na dłoni". Kupiłem sobie taki motywator, aby tak wyglądać, ale na razie ciii, nawet p. o tym nie wie, co to, gdzie to i z czym to się je.

A propos "jak na dłoni", wyrażenie "upside down" to odpowiednik naszego "do góry nogami". Ilekroć musiałem powiedzieć, że mam teraz klawiaturę do góry nogami czułem się skrępowany. Angielskie wyrażenie bardziej oddaje istotę zjawiska.

A propos języka angielskiego, znalazłem przypadkiem fajnego bloga właśnie o tym jezyku, tutaj link, gdzie można wyczytać bardzo ciekawe i pomocne informację. Teraz, niosąc entree na tacy ważącej 100kg jedną i to lewą ręką, zastanowię się dwa razy zanim powiem sorry czy excuse me.

A propos noszenia tacy, też mam pracę! W tej agencji rekrutacji, o której wspominałem wcześniej. Wysyłają mnie w różne miejsca gdzie potrzeba kelnerów, bądź jakiegoś innego stuffu, dzięki czemu przez jeden tydzień zwiedziłem więcej budynków niż w Poznaniu. Byłem juz m.in na lotnisku krajowym, w kasynie, ratuszu, concert hall, budynku rządowym. Jest dużo pracy i dobrze, teraz mamy przerwę i możemy pracować po 40 h tygodniowo i niewiele mi zabraknie w tym i przyszłym tyg do wyrobienia normy. A to oznacza pieniądze, a pieniądze oznaczają wyjścia i wyjazdy, wyjścia i wyjazdy oznaczają spotkania z ludźmi, spotkania z ludźmi oznaczają rozmowy po angielsku, rozmowy zaś ulepszają ten angielski, ulepszony angielski to już zadowolony mikołaj. I wiem, że się mówi polepszony :) Polskiego nie muszę ulepszać, chyba...

A propos chyba, chyba wiem czego mi zaczyna brakować. Nowej muzyki i szybkiego internetu :) nie mam cierpliwości, by czekać, aż mi się coś na you tubie załaduję. Czy to jest uzależnienie? Głupota? Szpinakowatość?

Pozdrawiam z gorącego Perth (P. kłamała, pogoda jest idealna :)

Aaaaaaaaaaaa
A propos Pauliny! Paulina ma dzisiaj urodziny, 22 już, co oznacza, że od roku starzeje się jej skóra, ale mimo to nadal wygląda kwitnąco. Ja jej składam naj naj życz. a Wy, droga społeczności blogowa? :D

niedziela, 1 listopada 2009

S1e1 Paulina pisze:)

Uuuuulala, minął już ponad miesiąc od kiedy wyjechałam z domu! Czas płynie tu niesamowicie szybko, więc już najwyższa pora żebym coś napisała, bo co nie którzy to pewnie osiwieją ze zniecierpliwienia, a więc czas na spostrzeżenia p.!:
1. Trafiliśmy chyba prosto w jedną z zimniejszych wiosen w historii Australii! No gdzie jest to ciepło??? A nad oceanem to bez bluzy ani rusz i jak ja mam się opalić... Na ale biorąc pod uwagę, że w Polsce pewnie jakieś 4 stopnie to nie mam prawa narzekać.
2. Wczoraj zaczęły się nasze dwutygodniowe wakacje, no bo w końcu byliśmy już tak zmęczeni szkołą... dzień spędziliśmy na plaży razem z Maikelem i Vincenten (oczywiście w niemiłosiernym wietrze), kupiliśmy 30 piw za 30 dolarów (interes ha!) i byczyliśmy się ukryci w skałach. Po powrocie do domu okazało się, że Vinie zgubił portfel gdzieś na plaży, dzisiaj wyruszył na jego poszukiwanie i co się okazało??? Znalazł portfel bez gotówki ale za to ze wszystkimi kartami płatniczymi, chyba tylko w Australii złodzieje nie zabierają kart płatniczych:)
3. A teraz o szkole. Moje grupa liczyła zazwyczaj 5-6 osób, a więc bardzo mało, podobało mi się to że nie było ani dwóch osób mówiących tym samym językiem, co więcej nie było ani jednego swiss-germana i to jest naprawdę coś, biorąc pod uwagę to że co drugi spotykany tam europejczyk okazywał się być szwajcarskim niemcem. Poznałam kilka naprawdę fajnych osób m.in Federice (włoszkę z całą tą włoską ekspresją), dziewczynę która przyjechała nie mówiąc ani słowa po angielsku i w ciągu 8 miesięcy doszła do poziomu advance i mówi tak dobrze jak ja po 6 latach nauki...
4. A teraz o pracy!!! Bo w końcu jestem teraz kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję, a już na pewno nie swojej:) Pracuję w Blockbusters video - wypożyczalni dvd i gier na ps3, wiiiii i różnych innych i mogę powiedzieć, że mam właśnie taką pracę jaką chciałam mieć! Zero stresu, świetni młodzi Australijczycy (i jeden Anglik), no i jestem tam jedyną dziewczyną nie licząc kierowniczki, mogę wypożyczać filmy za free i pieniądze też są całkiem niezłe, echhh żyć nie umierać:)
Chciałabym coś napisać o odjechanych imprezach albo niesamowitych podróżach, ale ten etap jeszcze się nie zaczął - najpierw trzeba na to okropne australijskie piwo zarobić!!!! Wiec zarabiamy:)
buziakiiii