Dojechalimy.
Ostatni tydzień to same pożegnania, aż zwątpiłem. Po co jechać skoro zostawia się takie fajne osoby? Była impreza pożegnalna, wspólny wyjazd do Berlina, no i wiele słow ‚do zobaczenia‘ między. A tata to mnie tak mocno ścisnął, że wreszcie dysk mi wskoczył na miejsce :)




Ale, ale... kiedy zobaczyłem mnicha buddyskiego na lotnisku w Bangkoku wstąpił we mnie diabeł podróży. Same lotnisko niesamowite. Oddane trzy lata temu do użytku jest funkcjonalne jak gładzik do macbooka, a sprzątaczki chyba mieszkają w ubikacjach i cały czas coś tam doczyszczają. A jakie piękne kobiety!!! :) wszystkie zgrabne i fajnie ubrane. A jakie przystępne ceny!!! Po niemieckich reperkusjach, ceny tajskie to prawdziwy rarytas, na lotnisku międzynarodowym ceny jak w polskiej żabce.
Za to w malezyskie lotnisku byle jakie. Jedyna rzecz warta zanotowania to fakt, że nie mogli uwierzyć, że osoba ze zdjęcia w paszporcie i ja to to samo. W paszporcie mam długie włosy, jestem ogolony i w soczewkach. A jaki jestem na codzien, każdy wie. Spytał mnie o datę urodzenia, to mi się June z July pomyliło, poprosił o podpis, to zapomniałem, że ten obecny różni się od tego w paszporcie. Ech... Ale przeszło.
Potem jeszcze na australijskim lotnisku pani zabrała mój paszport i długo patrzyła na P. i wreszcie uznała, że może być. Buahaha :D
Już po ostatniej odprawie celnej, 31 h po pierwszej, odebrała nas Mrs.E i zabrała do siebie. Oczywiście nie mogło zabraknąć dowcipu ‚po jakiej stronie kierownica‘ i P. dała się nabrać. Samo jeżdzenie po lewej stronie dziwne, ale więcej wypowiem się jak sam spróbuję. Miasto Perth też dziwne. Ogólnie jest to takie os. Kwiatowe rozciągnięte jakieś 150 razy. Domki, u nas nazywane jednorodzinne, ale jakieś takie bez szału, niskie, ogrody małe. Drzewa egzotyczne, a kwiaty juz teraz bardzo kolorowe, a niezapominajmy, że oni mają teraz jakgdyby koniec marca. No i już teraz chodzimy w krótkim rękawku lub krótkich spodenkach (ale nigdy oba na raz :) )
Z Mrs.E zwiedziliśmy trochę centrum i pojechaliśmy do najwyższego miejsca w mieście, aby popatrzyć na panoramę miasta i nie muszę mówić, że podobnie jak na podróż, nie mieliśmy ze sobą aparatu :D Ale tam na pewno wrócimy, zresztą nie jest to widok z gatunku ‚jak tam nie pojedziesz, to tak jakbyś nie przeżył orgazmu‘.
No i potem byliśmy już tak wykończeni, że wręcz nachalnie poprosiliśmy, że już chcemy do naszego domku i spać.
A mieszkamy u pana Jot. Podobnie jak Mrs.E – Polak, ale w tym wypadku taki, który nigdy nie był w Polsce, mimo to mówi ‚I’m Pole and this is polish hospitality‘. Z jednej strony dziwne, z drugiej wzruszające. No i niezgadzamy się z P. co do tego zdania. Ja uważam, że rzeczywiście jest bardzo gościnny i, nazwijmy to opiekuńczy, a P., dodaje ‚fakt, ale za 200 bucksów tyg.‘
Domek jest hmm, okey, ma swoje plusy i minusy. Np. mamy bardzo fajny pokój, duży, duże łóżko, zimny, co będzie zbawieniem latem, z lustrami i biurkami, internetem (ale jeszcze nie wiemy jak płatnym, dlatego boimy się korzystać :), ale z kolei nie zamykają się drzwi. I nie chodzi tu o to, że nie ma klucza, ale o to, że można je tylko przymknąć :) I tak cały dom. A wieczorem jeszcze wino u Mrs.E, która jest dla nas nadzwyczaj dobra.




Z dzisiejszego dnia warto jedynie odnotować, że załątwiliśmy po wielu komplikacjach swoje australijskie komórki i numery, poszliśmy pieszo do centrum (swoja drogą, mieszkamy blisko centrum, ale blisko jak na te standardy, bo szliśmy 1h15min, a doszliśmy tylko na skraj)
Rozumiemy australijczyków dobrze, P. lepiej :) Oni nas też rozumieją, chyba. W banku się dogadalismy. I chcemy się nauczyć tego akcentu bo jest zajebisty! :)
I, bo zapomne, pisałem o florze, czas na faunę. Żadnych zabójczych pająków nie widziałem, ale był jeden karaluch u nas w pokoju, ale to jeszcze nic w porównaniu z krukami, których tutejszą specyficzną nazwę zapomniałem. Muszę zrobić ich zdjęcie! Wyglądaja jak kruki z nastraszliwszych horrorów, z wielkimi dziobami i wydają dźwięki, które przypominają beczenie... owcy. Mnie to śmieszy, P. przeraża. A jest tu tego pełno. Pan Jot je nawet dokarmia, każe nam rozsypywać w ogrodzie mięso, którego nie zjemy :D
Papugi też widzieliśmy. Potwory-kangury i zbakane misie koala przed nami.
Tak jak napisanie kolejnej notki za czas jakiś.
PS. Boli mnie szyja od patrzenia wpierw w prawo przy przechodzeniu przez ulicę. To takie nienaturalne! A zdjęcia dam kiedy indziej, bo za długo to trwa teraz, a ja boje się gigantycznej opłaty za internet
Perth Time
Mikołaj! Bój się Boga jakie słownictwo! :D:D:D Babcia czyta :D ( zajebisty śmiesznie brzmi w babcinych ustach :) )
OdpowiedzUsuńa my dzisiaj zrobiłyśmy 2000 blistrów- kozakiiii!
Babcia mieszka w Twoim pokoju- łożko wrócilo na swoje miejsce :D
pije Wasze zdrowie soczkiem z pietruszki (B. przywiozla przyjaciela do Puszczykowa)
ściskam Was mocno!
majka
no wreszcie!!byłem ciekaw tych pierwszych wrażeń bo one zostaną w waszych głowach na całe życie.z tym spacerem do centrum to macie przedsmak australii niby blisko a końca nie widać,końca nie widać,końca nie widać....sciskam hop
OdpowiedzUsuńNo i się doczekałem pierwszego wpisu, tylko czekać na kolejne ;) Ja tak jak Majka wypije Wasze zdrowie soczkiem ale z chmielu ;]
OdpowiedzUsuńTo ja też ściskam mocno i czekam na dalsze wieści :)
mimo zamkniętych oczu i całej swej wyobraźni nie udało mi się ustalić o co może chodzić z tymi "nie zamykającymi się" drzwiami :D chyba będziesz mi musiał Miki to lepiej opisać, zrobić szkic albo fotę strzelić...
OdpowiedzUsuńtak w ogóle to dobrze widzieć dobre wieść! gdybyście chcieli wiedzieć co u Błażeja to tutaj proszę: http://lublanamadafaka.bloog.pl
u nas uczelnia, zaczęło się ostro w poniedziałek, będę chodził od 10 do 19 i coś czuję że Aurelia da nam nieźle popalić :D
Mnie też bardzo frapują te drzwi otwarte... no i kruki na drzewach... razem to niezły horror.
OdpowiedzUsuńcieszę się, że Wasza przygoda zaczęła się , że wreszcie wyrwaliście sie z kolein rutyny :-)
na pokonywanie tych odległości kupcie sobie rowery. całuje mocno i trzymajcie się dzielnie
mam
Swietne te pierwsze wrazenia, a najlepsze relacje z kontroli paszportow i z podpisem :D Po prostu genialne. Kupcie sobie rowery na poruszanie sie po tym wieeeeeeeelkim kraju :D
OdpowiedzUsuńZ tym aparatem fotograficznym to ja bylam lepsza : lecialam do Brazylii, aparat byl w walizce, walizka nie doleciala i ja przez 4 dni zwiedzalam San Paolo bez aparatu......
A a propos mnicha buddyskiego to nie zdazyliscie nawet zobaczyc moich zdjec z Bhutanu i przeraza mnie fakt, ze musimy przesunac pokaz prezentacji o caly......... rok, bo do tego czasu bedziecie miec tyle nowych wrazen :D
Trzymajcie sie cieplo( w krotkich rekawkach i krotkich spodenkach), pa pa, Hl
opis beczacych krukow wjechał mi na psychike, chyba nie zasne (dobrze, ze przynajmniej moje drzwi sie zamykaja).
OdpowiedzUsuńpozdrowcie misie koala i uwazajcie na pajaki!
buzbuz,
sayonara!
Kruki beczą, owce milczą...co to będzie, co to będzie... co do wysyłania postów to może najpierw je zapisuj w edytorze tektstu, a potem po prostu wklejaj na bloga zamiast niepotrzebne ryzykować kosztów za 'międzynarodowego bloga do Polski' ;D
OdpowiedzUsuńzebys wiedzial dawid ze tak zrobilem :) a drzwi sie przymykaja, tak po prostu, czyli nie zamykaja, czyli tak jakby nie mialy klamki :)
OdpowiedzUsuń