2.5 tyg. tyle zajęło nam urządzenie się w obcym kraju na drugim końcu świata.
mamy już konto bankowe, kartę i dostęp do internetowej obsługi bankowej - normalka.
mamy tutejszy nip - doszedł po dwóch tyg. a wyrobiliśmy go sobie bez żadnych kolejek, bo przez internet.
mamy tutejszą komkartę - dzięki pomocy Bridge Agency i naszej drugiej, następnej szkoły, która już teraz wystawiła nam kartę studencką jeżdzimy od czwartku za 70 centów za jazdę, a nie 2.40 :D
wyrobiliśmy sobie, online, certyfikat tzw RSA (responsible service of alcohol) i możemy pracować np w restauracjach. Australijczycy są zwariowani na punkcie alkoholu, a raczej jak przed nim bronić. Wyobraźcie sobie, że to kelner jest odpowiedzialny jak się ktoś upiję i może dostać mandat. Chociaż to pewnie tylko teoria. Ale piwa nie podadzą jak się nie pokażę paszportu. Choćbym dawał 10 innych dokumentów.
Mamy nawet kartę biblioteczną do pobliskiej library i panie są tam taakie miłe! Chodzimy tam kserować i wypożyczać książki. Ja wypożyczyłem i od razu oddałem, a P. zabrała Olgę Tokarczuk, po polsku :D tak się szkolimy z angielskim!
A co do nauki to ostatnio nauczyłem się słówka, które wyglądała jak tupee, czy jakoś podobnie i dzisiaj dowiedziałem się, że chodzi o tupecik. Co za głupie słowo, tupecik.
A teraz zdjęcie centrum Perth z King Parku, tadaaam:

Jak chodzi o naukę to jest świetnie. Mam przedoskonałą nauczycielkę z rana i b.fajną grupę. Aż szkoda, że teraz będzie ostatni tydzień w tej szkole. Trochę się uczę, wydaje mi się, że mówię o wiele gorzej niż dwa tyg temu, ale pewnie teraz dopiero zaczynam siebie słyszeć i swoje błędy, ale też wydaję mi się, a raczej jestem tego pewny, że przynajmniej w wszelakich testach to już jestem na poziomie wyżej niż FCE, a takie mniej więcej robimy :) Ale to miało być powtórzenie, więc jest. I ogólnie taka refleksja na temat lekcji angielskiego. To są jedyne lekcję, zajęcia, na których rozmawia się na poważne tematy. Zawsze mnie to zadziwiało, ale to właśnie na angielskim nauczyciele dają zadania w których trzeba opisać swoją osobowość, mocne i słabe strony, powiedzieć jakie jest największe rozczarowanie twojego życia, rozmawia się o wierze, przekonaniach, pieniądzach i stosunku do nich, innymi słowy, porusza się tematy, których zazwyczaj nawet samemu, w swojej duszy się nie porusza. A jeszcze mówi się o nich innym, dopiero co poznanym osobą.
Czas na mija szybko, nawet bardzo, ale o tym nie będę pisał, bo to nie jest interesujące. Pewnie wolicie usłyszeć historię o pracy, o tym, jaki ze mnie sznycel i sznaps? :)
No to zaczynamy. Ale najpierw jeszcze zdjęcie z przerwy na lunch między zajęciami i zdjęcie SKSu po zajęciach, czyli międzynarodowe kopanie piłki futbolowej na ogrooomnym placu zieleni w centrum miasta.

Praca, praca. Zaczęliśmy szukać już pierwszego tygodnia, tak powiedzmy w piątek. Nie nerwowo, spokojnie roznieśliśmy do środy 14.10 po ok 25 cv, co tutaj nosi nazwę resume. I w środę, wypełniając formularz w hotelu Mercure spotkaliśmy polaka, który tu przyjechał podobnie jak my. I tak się miło rozmawiało, że wymieniliśmy się numerami. A raczej ja dałem mu swój i powiedziałem, żeby odgłuchnął. A on, że nie może się dodzwonić. Kiedy zrobiliśmy sygnał w drugą stronę wyświetlił się jemu inny numer. I w taki oto sposób mikołaj stracił kredyt zaufania u P. :DOto co się stało. Pierwszego dnia, jak tylko przyjechaliśmy kupiliśmy karty prepaid z numerami. Czym prędzej zapamiętałem mój numer i potem, wszędzie, banki, niebanki,cv i nie cv, szkoły nie szkoły, podawałem z pamięci, za siebie i P. Tyle, że zapamiętałem lekko przetrącony, z jedną inną cyferką... Nie wiem czy tłumaczenia mają jakikolwiek sens, ale parę faktów i śmiesznych przypadków złożyło się na to, że błąd ten nie wyszedł na jaw tak długo. P. to nie śmieszyło i od tej pory mi nie ufa. Gdy pyta się przez ile m piszę się swimming i ja mówię, że dwa to i tak sprawdza w internecie z szyderczymi słowami na ustach "jak mogę zaufać człowiekowi, który pomylił się w tak ważnej sprawie" :)
Tego dnia P. przez internet wysłała trzy cv i następnego dnia miała 2 telefony o pracę :) Była teraz we wtorek pierwszy dzień w baaardzo szacownej restauracji Old Brewery, a żeby się tam dostać musiała się nauczyć jeździć samochodem. I nauczyła, mamy Paulinę Lewostronną. W każdym razie miała też iść w weekend, ale w pt zadzwonili, że jednak nie będą nowych kelnerów zatrudniać no i P. znowu musi pracy szukać. Dzisiaj była w dwóch miejscach i w obydwu powiedzieli, że potrzebują ludzi, więc kto wie jak długo ten stan się utrzyma. Oby jak najkrócej. Ja z kolei ten tydzień poświeciłem w takiej agencji rekrutacji, czy jak to tam nazwać i oni niby mają dużo pracy do załatwienia, robili mi jakieś szkolenia itp, tysiąc papierów do wypełnienia no i mam nadzieje, że coś z tego będzie, poza tym poszukałem na swoją rękę i dzisiaj byłem na próbnym dniu w restauracji, poszło mi tak se, bo nic nie mogłem zrozumieć :) hard tea pomyliłem z latte, więc widzicie skale problemu :D Ale jutro mają dać mi odpowiedź, więc zobaczymy. To w telegraficznym skrócie, bo naprawdę dawno nie pisałem a nie próżnujemy. Jeszcze tylko opiszę co u nas towarzysko i kończę i obiecuję, że następnym razem notki będą częstsze, krótsze i bardziej napakowane treścią :)
ponieważ oszczędzamy pieniądze byliśmy na dwóch imprezach (!!!!!!!!!), jednej organizowanej przez szkołę, zdjęcia poniżej


drugiej takiej fajnej, bo typowej dla miasta, czyli jakieś piwko, które przerodziło się w następne i skończyło u kolegi z Dubaju w jego apartamencie na fajce wodnej, piwkach, 20 niemieckich szwajcarach (ich tu jest mnóstwo, razem z francuskimi mogli by mała armię stworzyć). Byliśmy też z Vincentem, który jest naszym tutejszym największym kolegą, z którym świetnie się gada (Kanadyjczyk z Quebecu, mieszkający od 3 lat w Szwajcarii, we francuskiej jej części), byliśmy w zoo i potem kąpać się w oceanie. To jest ten gościu w żółtym T-shircie. AAA, zapomniałem dodać, że P. szaleje na punkcie Mario i Luigiego. Byli akurat w tym klubie i byli świetni. Ok, to tyle, pamiętajcie wombaty, misie koala rządzą, krokodyle są wielkie i przeraźliwe, a ocean ma zajefajne fale :) dooobranoc.






PS. A, i jeszcze jedno. Skrzynia biegów jak taka jak w polsce, czyli nie jest odbiciem lustrzanym. Kłaki już płyną poprzez ocean do szczęśliwców. Dziękujemy za udział w konkursie.
wszyscy zadejemy sobie pytanie czym takim wsławili się Mario i Luigi że P.tak za nimi szaleje.Bo my Luigiego znamy .W Poznaniu na Woźnej robi super pizze i lasanie.A miś jest cacy.Narąbany od tego eukaliptusu od urodzenia.Takiemu to dobrze.Czy Paulina też coś napisze.Jesteśmy ciekawi jej spostrzezeń.Pa
OdpowiedzUsuńpytajcie pauliny :)
OdpowiedzUsuńkoala wymiata!
OdpowiedzUsuńA Daewoo napisze tylko ze mega Wam zazdrości!!! I koali i krokodyli i oceanu i słonca i przede wszystkim mega przygody!!! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCiekawe jak mikołaj będzie odzyskiwać kredyt zaufania u P. ? musisz pewnie teraz sam roznieść Wasze resume ? niezły numer ! ale nie martwcie się. będzie dobrze !!!
OdpowiedzUsuńjuż jakiś czas temu napisałam to do Was, ale pewnie coś żle zrobiłam, bo dziś zauważyłam, że nie ma tego mojego komentarza. całuski